-->

Chor zapomnianych glosow

На нашем литературном портале можно бесплатно читать книгу Chor zapomnianych glosow, Mr?z Remigiusz-- . Жанр: Космическая фантастика / Научная фантастика / Постапокалипсис. Онлайн библиотека дает возможность прочитать весь текст и даже без регистрации и СМС подтверждения на нашем литературном портале bazaknig.info.
Chor zapomnianych glosow
Название: Chor zapomnianych glosow
Автор: Mr?z Remigiusz
Дата добавления: 16 январь 2020
Количество просмотров: 253
Читать онлайн

Chor zapomnianych glosow читать книгу онлайн

Chor zapomnianych glosow - читать бесплатно онлайн , автор Mr?z Remigiusz

Okr?t badawczy „Accipiter” przemierza bezkres kosmicznej pr??ni, a jego za?oga pogr??ona jest w g??bokiej kriostazie. Nieliczni ?wiadomi s? dramatu, kt?ry rozgrywa si? na pok?adzie.

Astrochemik H?kon Lindberg budzi si? przedwcze?nie z kriogenicznego snu i widzi, jak ginie jeden z ostatnich cz?onk?w za?ogi.

Pr?cz niego rze? przetrwa? tylko nawigator, Dija Udin Alhassan.

Czy to on jest odpowiedzialny za fiasko misji? A mo?e stoi za tym jaka? niewypowiedziana si?a? Obca cywilizacja? Nieokre?lony byt? Ludzko?? podr??uje mi?dzy gwiazdami, odkrywa miriady ?wiat?w, ale nigdy nie napotka?a ?adnych oznak ?ycia.

Ch?r zapomnianych g?os?w to SF z tempem w?a?ciwym powie?ciom sensacyjnym, intryg? i?cie kryminaln? i klimatem rodem z horror?w. Zako?czenie powinno zaskoczy? nawet najbardziej przewiduj?cego czytelnika.

Внимание! Книга может содержать контент только для совершеннолетних. Для несовершеннолетних чтение данного контента СТРОГО ЗАПРЕЩЕНО! Если в книге присутствует наличие пропаганды ЛГБТ и другого, запрещенного контента - просьба написать на почту [email protected] для удаления материала

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 88 ВПЕРЕД
Перейти на страницу:

– Nie.

– Jesteście pewni?

– Biorąc pod uwagę, że to kolejny statek bez atmosfery, tak.

– Przecież to nie ma sensu – zaoponował Skandynaw. – Po co ktokolwiek miałby ściągać tu puste okręty?

– Może ktoś buduje cmentarzysko.

Astrochemik machinalnie spojrzał na wskazania kombinezonu. Przetwornik tlenu działał, mógłby wystarczyć jeszcze na kilka dni, gdyby nie to, że niebawem Hawking znajdzie się w strefie gorąca.

– Przestań milczeć, kurwa mać – żachnął się Dija Udin. – Cały czas robisz mi nadzieję, że padłeś trupem.

– Na to musisz jeszcze poczekać, choć niespecjalnie długo.

Alhassan na moment zamilkł.

– Co tam się stało? – zapytał.

– Nie wiem – odparł Skandynaw, patrząc na leżące obok ciało. Na twarzy Yael zastygł wyraz przerażenia. – Dayan podłączyła skafander do systemu i…

– Podłączyliście się do zainfekowanego systemu?

– Nie siebie. Skafander. Co się mogło wydarzyć, do cholery?

– Właśnie to.

– Ona… – zaczął Håkon i zawiesił głos.

– Co? Rozwiąż język, imbecylu.

– Jej oczy się zmieniły, a twarz wykrzywiła się, jakby… jakby nie była człowiekiem.

Håkon urwał i potrząsnął głową. Nie miał zamiaru wracać do tego myślami. Jeśli jakimś cudem przeżyje, zda szczegółowy raport pozostałym członkom załogi.

Tymczasem rozmówca milczał, przyswajając tę informację.

– Dobra – odezwał się w końcu Dija Udin. – Najpierw musimy was stamtąd wyciągnąć. Gideon już kombinuje. Twierdzi, że jeśli starczy czasu, może uda mu się obejść blokadę.

– A starczy?

– Mówi, że raczej nie.

– Świetnie.

– Wiem, powoli przygotowuję fetę, by uczcić twoje odejście.

Håkon uśmiechnął się pod nosem.

– Co z Repertorem? – zapytał.

– Jest na orbicie synchronicznej nad Drake-Omikron. Najwyraźniej planeta stanowi cel podróży.

– Więc dlaczego my i Kennedy wyskoczyliśmy na obrzeżach systemu?

– Nie wiem. I mało mnie to w tej chwili obchodzi.

– Rozklejasz się?

– Licz się ze słowami, naukowcu, bo przygotuję ci naprawdę kompromitującą mowę pogrzebową.

– Nie wątpię w twoje umiejętności – odparł Skandynaw, po czym rozłączył się, zanim przyjaciel zdążył odpowiedzieć.

Podniósłszy się, spojrzał na dowódcę, który pogrążony był w żywiołowej rozmowie z pierwszym oficerem. Håkon wyminął go, zmierzając w głąb korytarza. Nie podobało mu się to, co planował zrobić, ale wiedział, że jest to winien pozostałym załogantom.

Spojrzał na wyświetlacz. Półtorej godziny do wyjścia z cienia.

– Dokąd to? – burknął Reddington, przerywając rozmowę.

– Muszę coś sprawdzić.

Jeffrey zmrużył oczy i przez moment się zastanawiał. Håkon przypuszczał, że pułkownik będzie chciał wiedzieć, co dokładnie zamierza, ale ostatecznie nie zająknął się słowem.

– W porządku – powiedział. – Ale trzymaj się z daleka od wszelkich systemów.

– Jasne – odparł Lindberg i ruszył w mrok.

14

Minąwszy pierwszy zakręt, Lindberg poczuł, że serce mu przyspiesza. Reflektory na skafandrze emitowały skupione wiązki i wszystko, co znajdowało się po bokach, było skryte w ciemności. Z trudem przełknął ślinę, a potem na powrót włączył radio.

– Jeszcze raz się wyłączysz, a poproszę Allaha, byś po śmierci nie zaznał spokoju – rozległ się głos w hełmie. – I co cię tak stresuje?

– Co?

– System odnotował przyspieszony puls.

– Monitorujesz moje oznaki życiowe?

– Czekam w napięciu, aż pokaże się pozioma linia – odburknął Alhassan. – Co tam robisz, Lindberg?

– Chcę coś sprawdzić.

– Leziesz gdzieś?

– W kierunku mostka.

Dija Udin nie odpowiedział.

– Po co? – zapytał po chwili.

– Wydawało mi się, że widziałem jakąś postać.

– Ćpałeś coś? Za dużo pigułek?

– Nie. Widziałem… ludzki kształt.

– Przywidziało ci się.

– Nie – zaprzeczył stanowczo Lindberg.

Nawigator znów zamilkł, przyswajając tę informację. Dopiero po chwili przekazał ją pozostałym członkom załogi. Tymczasem Håkon uważnie się rozglądał, wypatrując w ciemności obcego kształtu. Wcześniej nie miał czasu przyjrzeć się postaci… zresztą nie wiedział nawet, czy rzeczywiście tam była. Teraz miał zamiar się upewnić.

– Panie Lindberg, tutaj major Jaccard.

Skandynaw ściągnął brwi.

– Uprzedzam, że jako cywil, nie muszę podporządkowywać się żadnym rozkazom – zastrzegł. – Chyba że od dowódcy statku, na którym się znajduję. A tutaj są tylko kości i proch.

– Nie miałem zamiaru sugerować, żeby pan zawracał.

– W takim razie…

– Chcę, żeby pan aktywował jeden z systemów w swoim skafandrze.

– Jaki?

– Zna go pan lepiej ode mnie – odparł Loïc. – Chodzi o rzecz umożliwiającą ustalanie składu atmosfery.

– Pobornik cząstek – podpowiedział Håkon.

– Otóż to.

– To raczej daremne, biorąc pod uwagę, że nie ma tu atmosfery. Nie paradujemy w skafandrach dla zabawy, wie pan.

– Owszem, atmosfery nie ma – mruknął Jaccard. – Ale wątpię, by panowała tam całkowita próżnia.

Astrochemik zatrzymał się i rozejrzał po korytarzu. Jeśli rzeczywiście widział tu jakąś formę życia, było to logiczne założenie. Być może sensory nie wykrywały wszystkiego… lub zostały zmanipulowane.

– W porządku – powiedział.

– A zatem do roboty – odparł pierwszy oficer. – I chcielibyśmy, żeby zabrał pan próbki na Accipitera.

– Z wielką chęcią. Jak tylko znajdziecie sposób, byśmy obaj z pułkownikiem wrócili.

– Pracujemy nad tym.

– W takim razie zabiorę też próbki kośćca poległych.

– Świetnie. Jaccard, bez odbioru.

Håkon spojrzał w kierunku kołnierza. Reddington najwyraźniej nie miał zamiaru do niego dołączyć, więc Skandynaw ruszył dalej, przeczesując reflektorami mrok. Wyświetlił HUD przed oczyma, a potem wybrał odpowiedni program, by niewielkie podręczne pojemniki wypełniły się tutejszą mieszaniną gazów. Lindberg przypuszczał, że niczego nadzwyczajnego nie znajdzie – skład najpewniej będzie taki sam, jak na innych latających trumnach. Wodór, hel i trochę międzygwiazdowego pyłu. Nie więcej niż parę atomów na centymetr sześcienny.

Przeszedłszy na mostek, zebrał próbki prochów. Może one przyniosą więcej odpowiedzi.

Raz po raz obracał się przez ramię, zerkając na wejście. Gdy snop światła padał na korytarz, wyglądał on jeszcze gorzej, niż gdy był skąpany w ciemności. Håkonowi robiło się coraz goręcej i przypuszczał, że będzie tak już do końca. Spojrzał na zegar w kasku. Do wyjścia z cienia pozostała godzina.

Wziął głęboki oddech i skupił się na prochach nieżyjącej załogi Hawkinga.

Nagle coś usłyszał.

Nerwowo się odwrócił, czując, jak serce mu się zatrzymuje.

– Pułkowniku? – zapytał niepewnie.

Niczego nie widział, był jednak przekonany, że słyszał chrapliwy dźwięk. Przywodził on na myśl głos, z którym zetknął się na pokładzie Accipitera.

– Spokojnie – szepnął do siebie. – Bierz próbki i znikaj stąd.

Pochylił się nad jedną z konsol i ściągnął nieco pyłu. Wystarczyło tylko skupić się na swoim zadaniu, a wszystkie paranoiczne złudy odchodziły na…

Rah’ma’dul.

Tym razem Håkon obrócił się powoli. Jego ciało ledwo reagowało na impulsy wysyłane z mózgu. Zaczynał się trząść, ciarki oplotły go niczym pajęczyna. Tym razem słyszał to wyraźnie.

– Dija Udin? – zapytał. – To ty?

Odpowiedziało mu milczenie. Może towarzysz sobie z niego dworował, może skorzystał z radia, żeby go nastraszyć. Lindberg zerknął na wyświetlacz – z Accipitera nikt nie nadawał.

Znów to usłyszał. Przeciągłe, chrapliwe, gardłowe, jakby wycie dogorywającego zwierzęcia.

Rahhh’maa’duuul

Zerwał się na równe nogi, upuszczając jedną z fiolek. Nie potrafił stwierdzić, z której strony dobiega dźwięk. Może rozbrzmiewał w jego głowie? Nie, na pewno nie. Odbijał się echem w pustym pomieszczeniu. Tyle tylko, że tutaj dźwięk nie powinien się rozchodzić. Nie było tu atmosfery.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 88 ВПЕРЕД
Перейти на страницу:
Комментариев (0)
название