Dolina ?mierci
Dolina ?mierci читать книгу онлайн
"Przygody Trzech Detektyw?w to ameryka?ska seria ksi??ek kryminalnych dla m?odzie?y, kt?re maj? kilku r??nych autor?w (Robert Arthur – tw?rca postaci Trzech Detektyw?w, William Arden, Mary V. Carey, Nick West oraz Marc Brandel), jednak sygnowane s? nazwiskiem Alfreda Hitchcocka. Opowiadaj? one o ?ledztwach trzech m?odych detektyw?w: Jupitera Jonesa, Pete'a Crenshawa oraz Boba Andrewsa. S? oni wspomagani przez swojego mistrza, samego Hitchcocka. Akcja zazwyczaj rozgrywa si? w okolicach ich rodzinnego miasta, Rocky Beach, w pobli?u Hollywood."
Внимание! Книга может содержать контент только для совершеннолетних. Для несовершеннолетних чтение данного контента СТРОГО ЗАПРЕЩЕНО! Если в книге присутствует наличие пропаганды ЛГБТ и другого, запрещенного контента - просьба написать на почту [email protected] для удаления материала
– Chciałbym cię jeszcze o coś zapytać – zwrócił się do niej Jupe. Sięgnął do przepastnej kieszeni koszuli i wydobył z niej dwa niedopałki. – Czy wiesz może, kto pali takie papierosy?
– Nie – odparła zdziwiona dziewczyna.
Rozczarowany Jupiter schował niedopałki do kieszeni.
Między starymi ciężarówkami i dżipami chłopcy zauważyli lśniącego, nowego, czerwonego forda pikapa.
– Należy do wodza – powiedziała Mary. – To dobry człowiek i najlepszy strzelec w wiosce. Kupuje nam nowe ubrania, narzędzia i części do samochodów.
– Skąd bierze na to pieniądze? – spytał Jupiter.
Mary wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Sądzę, że z dorywczej pracy w Diamond Lake. To nie moja sprawa. – Poklepała zderzak zdezelowanego, zardzewiałego forda. – Ta stara półciężarówka również jest własnością Wodza. Chce ją wam wypożyczyć. Dbajcie o nią. Macie ją zostawić koło stacji straży leśnej w Diamond Lake.
Chłopcy upchnęli swoje rzeczy z tyłu samochodu i wsiedli do kabiny. Zauważyli, że brakuje pasów bezpieczeństwa. Pete zajął miejsce za kierownicą. Znał się na mechanice i był najlepszym kierowcą śród Trzech Detektywów.
– Jedźcie przez cały czas naszą drogą na północ, aż do miejsca, gdzie łączy się ona z dwupasmowym traktem do zwózki drewna. Wtedy skręćcie na zachód. Trakt doprowadzi was do szosy. Skręćcie w prawo i kierujcie się już prosto na Diamond Lake.
Podziękowali dziewczynie, a Mary uśmiechnęła się i pomachała wszystkim na do widzenia, przez cały czas wpatrując się w Boba. Pete uruchomił silnik, strzeliła rura wydechowa, w całej wiosce rozszczekały się psy. Chłopcy odjechali, wzniecając za sobą tumany pyłu.
– Nareszcie cztery koła! – zawołał z satysfakcją Pete.
– Tak – mruknął Jupe. – Jakaś rekompensata za tolerowanie tej obrzydliwej popularności, jaką cieszy się Bob.
– Przykro mi, chłopaki – radośnie powiedział najprzystojniejszy z Trzech Detektywów. – Trzeba korzystać z tego, co Bozia dała.
Jupe i Pete popukali się w czoło.
Bob zagłębił się w fotelu i rozmyślał o Mary. Pete pochylił się do przodu i skoncentrował na prowadzeniu samochodu po wąskiej drodze, kierując nim tak, by nie wpaść w koleiny.
– Wódz chyba nas nie lubi – zauważył Pete.
– Ale za to szaman darzy nas sympatią – powiedział Jupe. – Dopilnował, żebyśmy dostali samochód. Widzieliście wyraz jego twarzy, kiedy Daniel przekazał mu treść wiadomości, którą otrzymał? Ten człowiek zrozumiał jej sens i wyraźnie był strapiony.
– Podejrzewasz, że coś złego się stało z wujkiem Daniela?
– Miesiąc poza domem bez żadnej informacji… To dość długo – stwierdził Jupe. – Ciekawi mnie też, dlaczego ci Indianie chorują. Mogli po prostu złapać wirusa, zastanawiam się jednak… – Pierwszy Detektyw zamyślił się, skubiąc dolną wargę. Był to jego zwykły odruch, kiedy coś głęboko rozważał.
Chłopcy przejechali kilka kilometrów i droga zaczęła się wznosić. Wjeżdżali na stromą pochyłość. Wczesnopopołudniowe słońce świeciło jasno, w rozgrzanym powietrzu mocniej pachniały sosny.
Kiedy dotarli na szczyt wzgórza, głośno strzelił gaźnik. Ruszyli w dół stromizny, samochód szybko nabierał prędkości.
Pete wcisnął hamulce. Stara półciężarówka zwolniła. Chłopiec zdjął nogę z pedału i wóz znowu jechał coraz szybciej, mijając ze świstem krzaki i drzewa.
Pete ponownie przyhamował. Pojazd zwolnił na moment. Nagle odpadł pedał hamulca. Pete uderzył stopą o podłogę. Półciężarówka pomknęła w dół. Oderwany pedał leżał bezużyteczny na podłodze pikapa.
– Nie do wiary! – Pete z wrażenia nie mógł złapać tchu. – Wysiadły nam hamulce!