Zapiski Stanu Powa?nego
Zapiski Stanu Powa?nego читать книгу онлайн
Wiktoria – reporterka telewizyjna oko?o trzydziestki, niespodzianie, tu? przed wyjazdem na zdj?cia, dowiaduje si?, ?e zostanie mamusi?. Mamusi? – prosz? bardzo, tylko gdzie jest tatu? do kompletu?
Na reporterskim horyzoncie pojawia si? wprawdzie kto?, kto by si? nada?, ale niestety – ma on pewne felery, kt?re niestety uniemo?liwiaj? wydanie si? za niego i tzw. „szcz??liwy happy end”. Poza tym co zrobi? z t? koszmarn?, stresuj?c?, wyczerpuj?c?, ukochan? prac?? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykaza? niez?? si?? charakteru, ?eby urodzi? si? w przepisowym terminie.
Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka ?ywcem przenios?a z rzeczywisto?ci. Monika Szwaja przyznaje si? mi?dzy innymi do podobnego fio?a telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisk?w”. Przyjaciele twierdz? ?yczliwie, ?e obie s? tak samo „zakr?cone”…
„Zapiski stanu powa?nego” otrzyma?y III nagrod? w konkursie wydawnictwa Zysk i S-ka na „polsk? Bridget Jones”.
Внимание! Книга может содержать контент только для совершеннолетних. Для несовершеннолетних чтение данного контента СТРОГО ЗАПРЕЩЕНО! Если в книге присутствует наличие пропаганды ЛГБТ и другого, запрещенного контента - просьба написать на почту [email protected] для удаления материала
– …a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.
– Otóż to. Najlepiej będzie, jeżeli nie zareagujemy. To znaczy publicznie. Wtedy ludzie przeczytają, westchną nad moją obłudą i zapomną. A jak zaczniemy to rozgrzebywać… Zresztą, co kogo obchodzi, z kim ja mam dziecko?
– Racja. Czekaj – mówiłaś: publicznie. A prywatnie?
– Prywatnie już zareagowałam. Lesio Trapiec zapomni o moim istnieniu.
– Skąd wiesz?
– Bo mu powiedziałam, że jeżeli tego nie zrobi, zawiadomię świat, że to jego dziecko, że mnie rzucił i tak dalej. Już mam świadka na to, jak chciałam popełnić samobójstwo z tego powodu.
– Nie żartuj? To ty jesteś niebezpieczna!
– Tak, kochany! Nie wiedziałeś? Czekaj, ja muszę wracać do roboty, powiedz tylko, kiedy po mnie przyjedziesz?
– Mogę dziś, mogę jutro…
– To wolę jutro rano. Znowu mi nogi spuchły i muszę poleżeć bez emocji… rozumiesz.
– Rozumiem. Przyjadę tak świtem, koło dwunastej. Wystarczy?
– Lepiej koło drugiej. Ty też się wyśpij.
Wróciłam do Orkiestry. Jeśli się uda, to jesteśmy wielcy. Po Nowym Roku trzeba sobie w ogóle będzie odpuścić wielką miłość i spotkania z Tymonem, bo to mnie jednak dekoncentruje.
